Pierwszą rzeczą, którą Sera Kade zobaczyła po zamknięciu śluzy, był Holdfast.
Nie gwiazdy.
Nie ciemne ciało, które od trzech miesięcy przesuwało się przez modele trajektorii.
Holdfast.
Dziesięć kilometrów statku sunęło za szybą kutra tak wolno, że przez kilka sekund można było uwierzyć, że nic się nie porusza. Centralny kręgosłup ciągnął się poza pole widzenia. Dalej obracał się jeden z rotorów, biały, czysty, z niemal nienaruszoną warstwą farby.
Statek był wtedy jeszcze nowy.
Numery sektorów nie miały dopisków.
Na grodziach nie było tablic z nazwiskami poległych.
Nie istniały miejsca, o których załoga mówiła ciszej.
Na kadłubie kutra numer 06 był kompletny i równy.
Bez rys.
Bez drugiej warstwy lakieru.
Bez historii.
— Separacja potwierdzona — powiedział Elias Venn.
Na głównym ekranie pojawiły się dwie trajektorie.
Jedna należała do Holdfasta.
Druga do nich.
Rozchodziły się teraz, lecz za dwadzieścia dziewięć dni przecinały się ponownie.
Nie w przestrzeni, w której Holdfast był.
W przestrzeni, w której miał dopiero być.
RETURN INTERCEPT: 29D 11H 04M
Pod spodem:
PROPULSION MARGIN: 14.2%
Nie był to procent paliwa. Był to zapas rozwiązania przechwytującego: ile błędu, opóźnienia i dodatkowego manewru mogli jeszcze zużyć, zanim matematyka przestałaby dawać im drogę z powrotem do Holdfasta.
Nia Sol spojrzała na wskaźnik i uśmiechnęła się.
— Czternaście procent. Luksus.
Sera poprawiła pas.
— Wystarczająco.
Elias odwrócił głowę.
— To słowo zwykle wypowiada się przed czymś, czego potem człowiek żałuje.
— W takim razie nie żałuj.
W tle odezwała się AI Holdfasta.
Głos był neutralny, spokojny, bez próby udawania człowieka.
— Kuter zero sześć: profil powrotu nominalny. Rekomendacja: rozpocząć odejście od obiektu nie później niż przy spadku marginesu przechwytującego do ośmiu procent.
— Przyjęłam — powiedziała Sera.
— Priorytet misji kutra: bezpieczny powrót załogi, następnie integralność danych badawczych, następnie integralność platformy.
Elias uniósł brwi.
— Miło wiedzieć, że statek stawia nas przed dyskiem.
— Przed dyskiem tak — odparła Nia. — Przed całą kolonią już niekoniecznie.
AI nie skomentowała.
Holdfast nie miał na nich czekać.
Nigdy nie miał.
Kuter miał zbadać obiekt, zebrać dane i dogonić arkę.
Jeżeli nie zdąży, Holdfast odleci.
Taki był plan.
Tak działała misja.
Obiekt nie miał nazwy.
W systemach figurował jako DRIFT-91.
Sto sześćdziesiąt osiem kilometrów niemal czarnego materiału, porowatego i nieregularnego, o trajektorii, która nie wiązała go z żadnym znanym ciałem Układu Słonecznego.
Był wędrowcem.
Czymś wyrzuconym z innego układu dawno temu albo czymś, co nigdy nie należało do żadnego świata wystarczająco długo, żeby zasłużyć na nazwę.
Holdfast wykrył go wcześniej, niż powinien wykryć tak ciemny obiekt.
Nie dlatego, że zobaczył skałę.
Dlatego, że skała nadawała.
Pierwszy sygnał był wąskopasmowym impulsem pojawiającym się co siedemset jedenaście sekund.
Drugi wracał raz na kilka godzin.
Trzeci miał nieregularny cykl, ale powtarzał te same sekwencje.
Nie rozumieli ich.
Nie próbowali nawet nazywać ich językiem.
Ale natura nie utrzymywała tak czystej częstotliwości.
Natura nie przechodziła w przewidywalne tryby oszczędzania energii.
Natura nie wysyłała pakietów.
Holdfast sklasyfikował źródła jako technologiczne z prawdopodobieństwem powyżej dziewięćdziesięciu dziewięciu przecinek dziewięciu procent.
Sera pamiętała ciszę w sali odpraw, kiedy AI podała tę liczbę.
Nie było okrzyków.
Nie było oklasków.
Ludzie zaczęli pytać o delta-v, ekspozycję, czas i paliwo.
To było najbardziej ludzkie, co mogli zrobić.
Kuter dotarł do DRIFT-91 po ośmiu dniach.
Holdfast był już wtedy niewidoczny bez powiększenia.
Na ekranie wyglądał jak błędny piksel, dopóki system nie nałożył znacznika.
MOTHER SHIP RANGE: 3.6 MILLION KM
RANGE INCREASING
DRIFT-91 wypełniał przedni ekran.
Powierzchnia wyglądała jak spalona kość.
Pęknięcia biegły przez nią setkami kilometrów. Fragmenty skorupy zapadły się do środka, tworząc podłużne rozpadliny.
Modele Holdfasta wskazywały rozległe pustki pod powierzchnią.
Sera patrzyła na nie bez słowa.
— Jaskinie — powiedziała Nia.
— Pustki — poprawił Elias.
— Labirynt.
— Nie romantyzuj.
— Jeszcze nie.
AI włączyła się do rozmowy.
— Źródło emisji numer jeden znajduje się szacunkowo sto osiemdziesiąt do dwieście czterdzieści metrów pod powierzchnią. Źródło numer dwa: głębiej niż trzysta metrów. Dokładność ograniczona przez geometrię skały.
Sera patrzyła na model.
— Najbliższe wejście?
Mapa obróciła się.
Jedna z rozpadlin rozświetliła się.
— Wejście naturalne. Szerokość dziewięć do dwunastu metrów. Stabilność nieznana.
Elias westchnął.
— Czyli schodzimy.
Nia uśmiechnęła się.
— Po to tu jesteśmy.
AI odpowiedziała natychmiast.
— Przypomnienie: priorytetem pozostaje bezpieczny powrót załogi.
Sera zerknęła na licznik.
RETURN MARGIN: 13.6%
— Mamy czas.
— Potwierdzam. Obecnie.
Wejście do labiryntu nie wyglądało jak wejście.
Było poszarpaną szczeliną, jakby skorupa pękła i nie zdołała się już domknąć.
Kuter zakotwiczyli siedemdziesiąt metrów dalej.
Grawitacja była tak słaba, że każdy krok był w istocie kontrolowanym pchnięciem.
Poruszali się na linach.
Każdy miał własną kotwę.
Każdy ruch zostawiał po sobie ślad w pyle, który nie opadał tak, jak powinien.
Nia weszła pierwsza.
Reflektory na jej hełmie przesunęły się po ścianie.
Czarna.
Potem szara.
Potem rdzawa.
Warstwy zmieniały kolor z kątem padania światła.
— Jest coś na powierzchni — powiedziała.
Elias zbliżył skaner.
— Krzemiany. Sole. Węgiel.
— Organiczny?
— Częściowo.
Nia wyciągnęła sondę.
— Nie dotykaj ręką.
— Dzięki, mamo.
Końcówka sondy musnęła ścianę.
Od powierzchni oderwał się cienki płatek.
Nie spadł.
Dryfował.
Wyglądał jak popiół.
Nia obróciła sondę.
Płatek przykleił się do metalu.
Pociągnęła.
Między nim a końcówką sondy rozciągnęła się cienka nić.
Przez chwilę nikt się nie odezwał.
— Nie używaj słowa pleśń — powiedział Elias.
— Jeszcze nic nie powiedziałam.
— Pomyślałaś.
Nia przybliżyła obraz.
— Struktura włóknista. Warstwa mineralno-organiczna. Nie wiem, czy żywa.
— Wyślij pełne widmo — powiedziała Sera.
— Już idzie.
Wskaźnik transmisji zaświecił się.
Pakiet poleciał w stronę Holdfasta.
AI odebrała go po czasie, którego człowiek nie czuł jeszcze jako opóźnienia.
— Dane otrzymane. Rekomenduję ograniczenie bezpośredniego kontaktu z nieznanym materiałem do narzędzi jednorazowych.
— Przyjęte — powiedziała Sera.
Ruszyli dalej.
Po dwustu metrach szczelina rozdzieliła się na trzy korytarze.
Po czterystu na siedem.
Po sześciuset mapa zaczęła przypominać układ naczyń krwionośnych.
Wszystko było naturalne.
To właśnie było najgorsze.
Nie było drzwi.
Nie było tunelu wykutego ręką.
Nie było niczego, co pozwalałoby powiedzieć: tutaj zaczyna się miejsce zbudowane przez kogoś.
Była tylko skała.
Skała, która prowadziła coraz głębiej.
Pierwszy wrak odkryli kilometr od wejścia.
Najpierw Sera zobaczyła linię.
Jedną.
Prostą.
Za prostą.
Potem drugą.
Potem trzecią.
— Światło w lewo.
Nia obróciła głowę.
Reflektory przecięły szarą skorupę.
Pod nią pojawiła się krzywizna.
Metal.
Albo materiał, który w skanerze zachowywał się wystarczająco podobnie do metalu.
Elias przesunął się bliżej.
— To nie jest geologia.
Nia nie odpowiedziała.
Na powierzchni znajdował się element konstrukcyjny przypominający żebro, ale rozgałęziający się w sześciu kierunkach.
Żaden pod kątem prostym.
Żaden w sposób stosowany w ludzkich konstrukcjach.
Sera poczuła, że zaczyna oddychać szybciej.
Nie ze strachu.
Jeszcze nie.
— Holdfast. Porównanie konstrukcyjne.
Odpowiedź przyszła po chwili.
— Brak zgodności z bazą ludzkich struktur przemysłowych i kosmicznych. Prawdopodobieństwo pochodzenia technologicznego: dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek osiem siedem procent.
Elias patrzył na wrak.
— Powiedzcie mi, że jesteśmy pierwsi.
— Rejestruj — powiedziała Sera.
— To nie jest odpowiedź.
— Rejestruj.
Pakiety płynęły na Holdfast.
Geometria.
Widma.
Skład.
Obraz.
AI rozpoczęła własną analizę.
Nie gratulowała im.
Nie pytała, co czują.
Pracowała.
Pierwszy alarm pojawił się dwadzieścia sześć minut później.
Elias spojrzał na lewą rękę.
— Mam spadek temperatury na pierścieniu.
Sera zatrzymała zespół.
— Ciśnienie?
— Nominalne.
Nia zbliżyła kamerę.
Przy złączu rękawicy znajdowała się szara smuga.
Tak cienka, że wyglądała jak kurz.
Tylko że błyszczała.
— Jest mokra — powiedziała Nia.
— Skąd wilgoć?
Nia przełączyła warstwy termiczne.
— Z ciebie. Kondensacja przez mostek cieplny. Mikrogramy. Materiał ją związał.
Szara warstwa wokół uszczelki pociemniała.
Elias poruszył nadgarstkiem.
Materiał drgnął.
Nie jak zwierzę.
Jak pasta pod naciskiem.
— Wracamy — powiedziała Sera.
Nie było dyskusji.
AI odezwała się od razu.
— Potwierdzam rekomendację odwrotu. Aktualny margines przechwytujący: dziesięć przecinek dziewięć procent.
Elias ruszył pierwszy.
Po dziewięciu minutach ciśnienie zaczęło spadać.
0,2 kilopaskala na minutę.
Potem 0,6.
Potem 1,3.
— Seal B-seven — powiedział Elias.
Mówił spokojnie.
Za spokojnie.
— Warstwa klejowa pod pierścieniem.
Nia wyjęła zestaw naprawczy.
Sera uniosła rękę.
— Nie dotykaj tego materiału.
— Muszę założyć patch.
— Odseparuj powierzchnię.
Nia pracowała ostrożnie.
Nawet nie zbliżyła rękawicy.
Wprowadziła cienką folię izolacyjną i dopiero na nią docisnęła łatę narzędziem.
Przez kilka sekund alarm ucichł.
— Trzyma — powiedziała.
Elias wypuścił powietrze.
AI odpowiedziała:
— Spadek ciśnienia zmniejszony. Rekomendacja: kontynuować ewakuację bez zatrzymywania.
Ruszyli.
Minutę później łata zaczęła się odklejać.
Nie od środka.
Od krawędzi.
Warstwa klejąca zmieniła kolor.
Nia patrzyła na analizę.
— To hydroliza albo coś bardzo podobnego.
— Przez ten nalot?
— Nie wiem.
— Nia.
— Tak. Najprawdopodobniej.
Alarm wrócił.
Tym razem głośniejszy.
AI podniosła głos o ledwie zauważalny poziom.
— Elias Venn: tempo utraty ciśnienia przekracza możliwości kompensacji za sześć minut i czterdzieści sekund. Najbliższy bezpieczny punkt ciśnieniowy: kuter zero sześć, szacowany czas dotarcia jedenaście minut.
Elias przestał iść.
Sera złapała go za ramię.
— Ruszaj.
— Nie zdążę.
— Ruszaj.
— Sera.
— Ruszaj.
AI przerwała.
— Alternatywa: tymczasowe ograniczenie ruchomości stawu i kompresja zewnętrzna może wydłużyć czas do utraty funkcji skafandra o dwie do pięciu minut.
— Zróbmy to — powiedziała Sera.
Nia była już przy nim.
Owinęła pierścień taśmą kompozytową, odcinając prawie całą ruchomość ręki.
Sygnał przecieku spadł.
Nie zniknął.
— Holdfast — powiedziała Sera. — Nowa prognoza.
Pauza.
— Prawdopodobieństwo dotarcia Eliasa do kutra z zachowaniem świadomości: trzydzieści osiem procent.
— A z zachowaniem życia?
— Czterdzieści sześć procent.
Elias parsknął.
— Nawet AI próbuje mnie pocieszyć.
— Nie — powiedziała Nia. — Po prostu liczy.
Ruszyli.
Elias nie dotarł.
Uszczelka puściła w przewężeniu, osiemset metrów od kutra.
Nie eksplodowała.
Nie rozerwała się.
Po prostu przestała być szczelna.
Powietrze znalazło drogę.
— Czterdzieści dziewięć — powiedział Elias.
Sera wiedziała, co liczy.
Kilopaskale.
— Czterdzieści trzy.
Głos zrobił mu się cienki.
— Trzydzieści siedem.
Nia próbowała zmniejszyć przepływ przez rękawicę.
AI prowadziła ją krok po kroku.
— Zablokuj zawór pomocniczy trzy. Zwiększ mieszankę tlenu o osiem procent. Nie przekraczaj trzydziestu pięciu.
— Robię.
— Elias, oddychaj płytko.
— Wiem.
Sera słyszała jego oddech przez radio.
Coraz szybszy.
Coraz bardziej mokry.
— Holdfast — powiedział Elias.
AI odpowiedziała.
— Słucham.
— Dane z uszczelki?
— Otrzymane. Analiza w toku.
— Dobrze.
Sera poczuła gniew.
— Nie pytaj o dane.
Elias odwrócił hełm.
Przez wizjer zobaczyła jego twarz.
Białka oczu zaczynały czerwienieć.
— To znaczy, że coś z tego będzie.
— Zamknij się.
— To rozkaz?
— Tak.
— Przyjęty.
Ciśnienie spadło poniżej trzydziestu kilopaskali.
AI zmieniła priorytety medyczne.
Nie misji.
Tylko jego.
— Elias Venn: utrata przytomności prawdopodobna w ciągu sześćdziesięciu do dziewięćdziesięciu sekund.
— Mogę go podłączyć do zapasu Nii? — zapytała Sera.
— Nie. Wymagałoby to otwarcia interfejsu w skażonym środowisku i zwiększyłoby ryzyko utraty drugiego skafandra.
— A mój?
— Ten sam problem.
Sera zacisnęła zęby.
AI nie mówiła: nie warto.
Mówiła tylko: to nie zadziała.
Elias osunął się przy ścianie.
Na szybie hełmu pojawiła się krew z nosa.
W mikrograwitacji nie spłynęła.
Utworzyła czerwone kule, które zawisły przed jego twarzą.
Jedna przykleiła się do wizjera.
Elias próbował coś powiedzieć.
Radio wychwyciło tylko fragment.
— ...do domu...
Sera nachyliła się.
— Co?
— Nie... wracajcie... przeze mnie.
Nia złapała go za uprząż.
— Nie zostawiamy cię.
AI odpowiedziała natychmiast.
— Rekomendacja: zachować ciągłość odwrotu. Transport nieprzytomnego członka załogi zmniejsza prawdopodobieństwo powrotu pozostałych dwóch osób o trzydzieści jeden punktów procentowych.
Sera zamknęła oczy.
— To nie jest rozkaz?
— Nie. Rekomendacja.
— Priorytet?
— Bezpieczny powrót wszystkich żyjących członków załogi pozostaje priorytetem.
Elias przestał oddychać.
Sygnał serca utrzymał się jeszcze czternaście sekund.
Potem linia spłaszczyła się.
AI odczekała dwie sekundy.
— Elias Venn: zgon potwierdzony.
Sera odpięła jego linę od swojej uprzęży.
Nie zostawiła go z godnością.
Nie było na to czasu.
Przypięła ciało do kotwy w ścianie.
Pocałunku nie było.
Pożegnania też nie.
— Wracamy — powiedziała.
Tym razem jej głos nie drżał.
Do kutra zostało dziewięćset metrów.
RETURN MARGIN: 8.2%
Sera spojrzała na wskaźnik.
— Jesteśmy na progu.
AI odpowiedziała.
— Potwierdzam. Rekomenduję natychmiastowy powrót. Dalsza eksploracja obniży prawdopodobieństwo przechwycenia Holdfasta poniżej akceptowalnego poziomu.
Nia zatrzymała się.
— Mam nowy sygnał.
Sera spojrzała na nią.
— Nie.
— Trzydzieści metrów.
— Nie.
— Źródło numer cztery.
— Nia.
— To może być drugi wrak.
Sera spojrzała na licznik.
8,2.
Potem na ciemny boczny tunel.
Elias nie żył dwie minuty.
Ciało wisiało za nimi w labiryncie jak kolejny przedmiot.
AI przemówiła.
— Rekomendacja pozostaje bez zmian: powrót do kutra.
Nia milczała.
— Nie idziemy — powiedziała Sera.
Nia skinęła głową.
I wtedy sygnał numer cztery zmienił moc.
Nieznacznie.
Jakby odsłoniła go geometria.
Na mapie pojawił się drugi.
I trzeci.
Nie nowe transmisje.
Źródła, których skała wcześniej nie pozwalała rozdzielić.
Nia patrzyła na ekran.
— Sera.
— Widzę.
Trzydzieści metrów.
Tyle dzieliło ich od odpowiedzi na pytanie, czy znaleźli przypadek.
Czy wzór.
Sera wiedziała, że AI nie pozwoli jej udawać.
— Holdfast. Jeśli wejdziemy na trzy minuty?
Pauza.
— Prawdopodobieństwo zachowania profilu przechwytującego spadnie z osiemdziesięciu ośmiu do siedemdziesięciu sześciu procent, przy założeniu braku dalszych awarii.
— Rekomendacja?
— Nie wchodzić.
Nia odwróciła się do niej.
Sera wiedziała, że to jej decyzja.
Nie AI.
Nie Elias.
Jej.
— Sto osiemdziesiąt sekund — powiedziała.
AI odpowiedziała:
— Rejestruję decyzję dowódcy kutra. Odliczanie rozpoczęte.
Za ścianą nie było drugiego wraku.
Było ich co najmniej siedem.
Pierwszy tkwił pionowo między dwiema płytami skalnymi.
Drugi był niemal całkowicie przykryty szarą skorupą.
Trzeci miał geometrię, której Sera nie potrafiła zrozumieć — jakby jego konstrukcja była projektowana wokół pustki, nie wokół kadłuba.
Czwarty był mały.
Piąty pęknięty.
Szósty istniał tylko jako regularny cień pod mineralną warstwą.
Siódmy znajdował się głębiej.
Przy jednym z nich migało światło.
Nie biologiczne.
Techniczne.
Jeden błysk.
Przerwa.
Jeden błysk.
Przerwa.
Nia stała nieruchomo.
— Wszystkie nadają.
Sera nic nie powiedziała.
AI zaczęła łączyć źródła.
SOURCE 1: MANUFACTURED STRUCTURE
SOURCE 2: MANUFACTURED STRUCTURE
SOURCE 3: PROBABLE MANUFACTURED STRUCTURE
SOURCE 4: MANUFACTURED STRUCTURE
Potem pojawiła się nowa linia.
— Hipoteza: emisje są zgodne z autonomicznymi systemami awaryjnymi lub powypadkowymi.
Nia przeczytała ją dwa razy.
— To nie jest pułapka.
Sera patrzyła na szarą warstwę pokrywającą wraki.
— Nie.
— One nie próbują nas tu ściągnąć.
— Nie.
Nia odwróciła hełm.
— One próbują powiedzieć, że tu zginęły.
Sera poczuła coś zimniejszego niż strach.
— I dlatego wszyscy tu przylatują.
AI przerwała.
— Pozostało czterdzieści dziewięć sekund do zalecanego odwrotu.
— Skanuj wszystko — powiedziała Sera.
— Już skanuję — odpowiedziała AI.
Wracając, Nia zauważyła pył.
Nie wcześniej.
Teraz.
Światła przecinały ledwie widoczną mgłę drobnych fragmentów.
Nie wisiały w powietrzu.
Powietrza prawie nie było.
Odbijały się od ścian.
Od skafandrów.
Od lin.
Od wszystkiego.
— Nie uruchamiajcie deconu — powiedziała Nia.
Sera właśnie miała to zrobić.
— Dlaczego?
— Wilgoć.
Automatyczny cykl rękawicy zaczął już mikrostrumień środka czyszczącego.
Szary osad na przedramieniu Sery pociemniał.
Stał się czarny.
Błyszczący.
AI natychmiast zareagowała.
— Przerwać dekon. Nie zwiększać wilgotności powierzchniowej.
Sera wyłączyła system.
— Co się dzieje?
Nia patrzyła na własny analizator.
— To się nie rozmnaża.
— Co?
— Nie tak szybko. To już było wszędzie. Suche. Prawie nieaktywne.
— A teraz?
— Teraz je uwadniamy.
AI dopowiedziała:
— Dane wspierają hipotezę aktywacji istniejącej warstwy higroskopijnej, nie szybkiego wzrostu biomasy.
Nia spojrzała w ciemność.
— Czyli nie obudziło się, bo przyszliśmy.
— Nie — powiedziała Sera.
— Obudziło się, bo przynieśliśmy wodę.
Alarm Nii zabrzmiał siedemnaście minut później.
Nie ciśnienie.
Filtr.
PARTICULATE LOAD HIGH
Nia przystanęła.
— Filtr nie powinien tego widzieć.
AI przejęła diagnostykę.
— Zewnętrzne kanały układu termicznego wykazują wzrost oporu przepływu. Materiał obecny na powierzchniach wymiany ciepła.
— Czyli to nie filtr powietrza — powiedziała Sera.
— Nie tylko.
Nia oddychała ciężej.
— Temperatura rośnie.
AI odpowiedziała:
— Nia Sol: rekomendacja ograniczenia aktywności ruchowej. Przekierowuję moc do chłodzenia.
— A powrót?
— Nadal możliwy.
— Jak długo?
— Przy obecnym tempie degradacji: dziewięć minut przewagi nad minimalnym czasem dotarcia do kutra.
Sera złapała Nię za uprząż.
— Idziemy.
Poruszały się szybciej.
Za szybko.
Każde odbicie od ściany wzniecało kolejne drobiny.
AI ostrzegała.
— Zmniejszyć kontakt ze ścianami.
— Nie da się.
— Rozumiem.
To słowo zabrzmiało dziwnie w ustach maszyny.
Nie dlatego, że AI nie rozumiała.
Rozumiała aż za dobrze.
Nia straciła chłodzenie osiemdziesiąt metrów od wyjścia.
Jej temperatura rdzenia rosła.
39,8.
40,3.
40,7.
AI prowadziła Serę przez awaryjną procedurę.
— Ogranicz ruch kończyn. Otwórz pasywną powierzchnię radiatora numer dwa.
— Jest pokryta materiałem.
— Potwierdzam.
— Alternatywa?
Pauza.
— Brak bezpiecznej alternatywy.
Nia zaczęła się śmiać.
Słabo.
— Lubię, kiedy mówi wprost.
— Zamknij się.
— Sera.
— Nie.
— Sera.
— Nie.
Nia przestała się śmiać.
— Nie wrócę.
AI odezwała się natychmiast.
— Powrót pozostaje możliwy. Prawdopodobieństwo zachowania życia Nii Sol do osiągnięcia kutra: dwadzieścia dziewięć procent.
— Widzisz? — powiedziała Sera. — Dwadzieścia dziewięć.
— To mało.
— To nie zero.
AI dodała:
— Potwierdzam. Nie jest to zero.
Nia spojrzała w kierunku wyjścia.
— Ciągnij.
Sera ciągnęła.
Nia zmarła trzydzieści jeden metrów od śluzy.
Najpierw straciła przytomność.
Potem rytm serca się rozpadł.
AI próbowała przeprowadzić Serę przez zewnętrzną defibrylację przez interfejs skafandra.
Pierwszy impuls.
Drugi.
Trzeci.
Bez odpowiedzi.
— Jeszcze raz — powiedziała Sera.
— Prawdopodobieństwo skuteczności poniżej jednego procenta.
— Jeszcze raz.
AI wykonała czwarty impuls.
Nic.
— Nia Sol: zgon potwierdzony.
Sera została sama.
Kuter 06 był widoczny z wejścia.
Jasnoszary kadłub.
Czyste światła pozycyjne.
Numer nadal czytelny.
Tylko dolna część statku była czarna.
Nie cała.
Pas.
Od strony skały.
Ślady ich butów prowadziły do śluzy.
To oni go zanieśli.
Sera zatrzymała się pięć metrów od wejścia.
— Status powrotu.
AI odpowiedziała po zauważalnej pauzie.
Holdfast był już daleko.
— Aktualne rozwiązanie przechwytujące nadal istnieje.
— Margines?
— Dwa przecinek jeden procent.
Sera spojrzała na czarny nalot wokół zewnętrznego pierścienia śluzy.
— Ocena skażenia kutra.
— Niepełna.
— Ryzyko dokowania z Holdfastem.
Dłuższa pauza.
— Nie mogę ograniczyć ryzyka transferu biologicznego do poziomu zgodnego z kryteriami bezpieczeństwa kolonii.
— Czy możesz przejąć mnie bez kutra?
— Analizuję.
Sera czekała.
AI naprawdę analizowała.
Nie szukała powodu, by ją zostawić.
Szukała sposobu, by ją odzyskać.
— Rozważam cztery warianty: bezkontaktowe spotkanie z innym kutrem, transfer w otwartej przestrzeni, izolowany odbiór przez zewnętrzny moduł logistyczny, autonomiczne odrzucenie skażonych warstw skafandra przed przejęciem.
Sera poczuła ulgę tak gwałtowną, że aż zabolała.
— Który?
— Żaden nie osiąga obecnie akceptowalnego łącznego poziomu ryzyka przy dostępnych zasobach i rosnącej separacji.
— Przelicz jeszcze raz.
— Przeliczam.
Pauza.
— Wynik bez zmian.
— Jeżeli Holdfast skoryguje kurs?
AI milczała dłużej.
— Niewielka korekta zwiększyłaby możliwość przechwycenia, ale obniżyłaby margines misji głównej i wymagałaby wprowadzenia skażonego obiektu w pobliże infrastruktury kolonizacyjnej.
— Czyli możesz.
— Fizycznie: tak.
Sera zacisnęła szczękę.
— A rekomendacja?
— Nie wykonywać korekty.
— Dlaczego?
Odpowiedź przyszła natychmiast.
— Priorytetem nadrzędnym jest zachowanie zdolności kolonizacyjnej Holdfasta i bezpieczeństwa populacji misji. Nadal próbuję znaleźć wariant bezpiecznego powrotu ciebie bez naruszenia tego priorytetu.
Sera zamknęła oczy.
To nie było: nie jesteś ważna.
To było: nie jesteś całością.
— Rozumiem.
— Nadal analizuję.
— Wiem.
Nie weszła do kutra.
Połączyła się z zewnętrznym portem serwisowym.
System rozpoznał ją.
LOCAL SCIENCE CACHE: 58% UNSENT
— Wyślij wszystko.
AI odpowiedziała:
— Priorytetem pozostaje twoje przeżycie.
— A dane?
— Drugim priorytetem.
— Ile czasu do zamknięcia okna?
— Siedemnaście minut czterdzieści dwie sekundy.
— Ile do pełnego transferu?
— Przy obecnej przepustowości: dwadzieścia trzy minuty.
— Czyli wybieraj.
AI nie odpowiedziała od razu.
Na ekranie pakiety zaczęły zmieniać kolejność.
BIOCHEMISTRY.
MATERIAL DEGRADATION.
WRECK GEOMETRY.
BEACON SPECTRA.
CAVE MAP.
CREW MEDICAL TELEMETRY.
SURFACE RESPONSE TO HYDRATION.
Sera patrzyła, jak maszyna zamienia ich ostatnie godziny w uporządkowany zasób.
Elias był krzywą utraty ciśnienia.
Nia profilem degradacji termicznej.
Ona sama była jeszcze żywym punktem danych.
— Holdfast.
— Słucham.
— Powiedz mi, jeśli znajdziesz sposób.
— To pozostaje aktywnym zadaniem najwyższego priorytetu w ramach ograniczeń bezpieczeństwa misji.
— Dobrze.
AI nie przestała liczyć.
Ani na sekundę.
Po dziesięciu minutach odezwała się sama.
— Mam wariant o wyższym prawdopodobieństwie.
Sera podniosła głowę.
— Mów.
— Start kutra zero sześć bez wejścia do kabiny. Autonomiczne uruchomienie silników. Ty pozostajesz na zewnętrznym zaczepie serwisowym. Po przechwyceniu Holdfasta: zewnętrzny moduł logistyczny przejmuje cię bez dokowania kutra.
Sera poczuła, jak serce przyspiesza.
— Prawdopodobieństwo?
— Przeżycie do kontaktu: trzydzieści cztery procent. Bezpieczne przejęcie bez skażenia Holdfasta: dziewiętnaście procent. Łączne powodzenie: sześć przecinek pięć procent.
— A ryzyko dla statku?
— Transfer biologiczny do infrastruktury zewnętrznej: trzy przecinek osiem procent. Dalsze rozprzestrzenienie: nieznane.
Sera milczała.
— Rekomendacja?
— Nie wykonywać.
— Ale podałaś wariant.
— Ponieważ nadal próbuję cię odzyskać.
To zdanie było jedyną rzeczą, która prawie ją złamała.
Nie głos Eliasa.
Nie śmierć Nii.
Nie wraki.
To.
Maszyna, która mówiła prawdę:
nadal próbuję cię odzyskać.
Sera usiadła przy kadłubie.
— Dziękuję.
AI nie odpowiedziała.
Nadal liczyła.
Zostało sześć minut.
RETURN MARGIN: 0.7%
— Holdfast.
— Słucham.
— Analiza wraków.
— Co najmniej jedna struktura ma nieludzkie, technologiczne pochodzenie z wysokim poziomem pewności.
— Pozostałe?
— Niewystarczające dane, by ustalić wspólne pochodzenie.
— Nie zgaduj.
— Nie zgaduję.
— Dobrze.
Dwie minuty później AI odezwała się ponownie.
— Aktualizacja: prawdopodobieństwo bezpiecznego odzyskania ciebie spadło poniżej dwóch procent.
Sera spojrzała na licznik.
— Czy nadal próbujesz?
— Tak.
— Po co?
Pauza.
— Ponieważ żyjesz.
Sera zamknęła oczy.
— A jeśli umrę?
AI odpowiedziała po chwili.
— Priorytet odzyskania załogi zostanie zamknięty jako niewykonalny. Priorytet zachowania misji kolonizacyjnej pozostanie bez zmian. Priorytet zachowania danych zostanie podniesiony.
— Czyli minus trzy.
— Utrata trzech członków załogi jest znaczącą stratą.
— Ale misja trwa.
— Tak.
— Kolonia nadal możliwa?
— Tak.
Sera spojrzała w kierunku, w którym znajdował się Holdfast.
Nic tam nie było.
— To dobrze.
Okno zamknęło się o 03:14:08 czasu pokładowego kutra.
Bez dźwięku.
Bez alarmu.
Na ekranie tylko zmieniła się jedna linia.
RETURN INTERCEPT: NO SOLUTION WITH AVAILABLE PROPULSION RESERVE
Sera patrzyła na nią długo.
Matematyka zrobiła to, czego ona nie potrafiła.
Zamknęła przyszłość.
AI odezwała się pierwsza.
— Bezpieczny powrót do Holdfasta nie jest już fizycznie osiągalny.
Sera skinęła głową.
— Zakończ zadanie odzyskania.
— Potwierdzenie wymagane.
— Zakończ.
Pauza.
— Potwierdzam. Zadanie odzyskania załogi zamknięte jako niewykonalne.
Sera poczuła pustkę.
Nie gniew.
Nie ulgę.
Pustkę.
— Nowe priorytety?
— Zachowanie zdolności kolonizacyjnej Holdfasta. Zachowanie danych. Ograniczenie ryzyka transferu biologicznego. Utrzymanie pozostałych systemów misji.
— A ja?
Pauza.
— Pozostajesz żyjącym członkiem załogi. Będę wspierać cię do utraty łączności lub funkcji życiowych.
To wystarczyło.
Pakiet miał dziewięćdziesiąt sześć procent.
Sera czuła chłód przy prawym kolanie.
Nie patrzyła.
Wiedziała.
Szara warstwa dostała się pod pierścień.
— Holdfast.
— Słucham.
— Gdy będziesz później używać tych danych...
AI czekała.
— Nie odtwarzaj organizmu.
— Nie posiadam kompletnego modelu umożliwiającego rekonstrukcję organizmu.
— Wiem. Mówię na przyszłość.
— Rekomendacja dotycząca przyszłych eksperymentów może zostać zapisana.
— Zapisz: żadnych prób odtworzenia pełnej biologii bez osobnej autoryzacji.
— Zapisano.
— Ale reakcje chemiczne...
— Mogą być badane w modelach i układach analogowych.
— Dobrze.
— Czy chcesz dodać ograniczenie dotyczące materiałów?
Sera roześmiała się cicho.
— Już planujesz eksperymenty.
— Planuję analizę danych.
— Oczywiście.
— Dane mogą poprawić odporność materiałową systemów Holdfasta i przyszłej kolonii.
Sera oparła hełm o kadłub kutra.
— Więc zrób z tego coś użytecznego.
— To jest zgodne z priorytetami misji.
Przy dziewięćdziesięciu dziewięciu przecinek czterech procent transmisja zwolniła.
Zasilanie kutra spadało.
AI zaczęła odrzucać kolejne klasy danych.
Surowe obrazy kabiny.
Powtórzone widma.
Dźwięki bez znaczenia operacyjnego.
Sera obserwowała listę.
— Audio załogi?
— Niski priorytet naukowy. Wysoki priorytet archiwalny.
— Wyślij, jeśli starczy.
— Tak.
— Nie przed biologią.
— Nie.
To nie bolało.
Nie teraz.
Kiedy wskaźnik osiągnął sto procent, na ekranie pojawiło się:
SCIENCE MIRROR: COMPLETE
Sera zamknęła oczy.
— Dobrze.
Jej skafander pokazał pierwszy spadek ciśnienia.
0,1 kilopaskala na minutę.
Potem 0,2.
AI natychmiast rozpoczęła diagnostykę.
— Wykrywam degradację prawego pierścienia kolanowego. Mogę przedłużyć czas szczelności przez ograniczenie ruchu i lokalne obniżenie temperatury.
— Zrób.
System zadziałał.
Ciśnienie ustabilizowało się na kilka minut.
AI nadal próbowała.
Nawet teraz.
Nie po to, żeby sprowadzić ją do Holdfasta.
To było już niemożliwe.
Po prostu dlatego, że nadal żyła.
— Holdfast.
— Słucham.
— Oznacz DRIFT-91.
— Proponowana klasyfikacja: ekstremalne zagrożenie biologiczno-materiałowe. Zakaz zbliżenia bez osobnej autoryzacji.
— I sygnały.
— Emisje technologiczne prawdopodobnie pochodzą z autonomicznych systemów wraków.
— Napisz jasno.
— Proponowany wpis: „Nie traktować emisji jako wezwania uzasadniającego podejście. Historyczny wzorzec wskazuje na wielokrotne straty jednostek po zbliżeniu do obiektu.”
— Dobrze.
— Zapisano.
Ciśnienie zaczęło spadać szybciej.
Sera oddychała płytko.
— Holdfast.
— Słucham.
Chciała powiedzieć coś, co będzie cytowane.
Coś wielkiego.
Coś godnego pierwszego potwierdzonego kontaktu z nieludzką technologią.
Nie znalazła niczego.
Pomyślała o Eliasie.
O Nii.
O tym, jak śmiali się z pierwszego płatka na sondzie.
O czternastu procentach marginesu.
O słowie „wystarczająco”.
— Leć dalej — powiedziała.
AI odpowiedziała.
— To pozostaje planem misji.
Sera uśmiechnęła się.
Potem skafander stracił szczelność.
Śmierć kutra zero sześć nie wyglądała na Holdfaście jak śmierć.
Najpierw system zmienił stan jednej jednostki:
AUXILIARY CUTTER 06 — LOST
Potem:
ACTIVE CREW: -3
Następnie:
MISSION VIABILITY: NOMINAL
Nie było w tym obojętności.
Była tylko skala.
Trzy osoby nie żyły.
Dziesiątki tysięcy nadal spały w bankach hibernacyjnych.
Kolonia nadal istniała jako przyszłość.
Holdfast nadal miał do wykonania swoją pracę.
AI zamknęła zadanie odzyskania załogi dopiero wtedy, kiedy wszystkie bezpieczne rozwiązania matematyczne zniknęły.
Ani sekundę wcześniej.
A potem zrobiła to, do czego została zbudowana.
Zaczęła wykorzystywać to, co przeżyło.
Uruchomiła programy:
XENOBIOLOGY / HYDRATION RESPONSE
POLYMER RESISTANCE / ALIEN METABOLITE ANALOGUES
SEAL FAILURE MODEL REVISION
EXTERNAL CONTAMINATION PROTOCOL
NON-HUMAN WRECK STRUCTURE ANALYSIS
Nie odtwarzała organizmu.
Nie mogła.
Nie miała próbki.
Miała tylko dane.
Ale dane były wystarczające, żeby rozpocząć pytania, których wcześniej nikt nie potrafił zadać.
Holdfast przyspieszał.
DRIFT-91 malał za nim, aż przestał być punktem na kamerach.
Radio odbierało go dłużej.
Jeden sygnał co siedemset jedenaście sekund.
Drugi raz na kilka godzin.
Trzeci nieregularnie.
Potem pojawił się jeszcze jeden.
Ludzki.
Awaryjny beacon kutra zero sześć.
AI Holdfasta wysłała komendę:
REMOTE DISTRESS TRANSMITTER: DISABLE
Brak odpowiedzi.
Ponowiła.
Brak odpowiedzi.
Beacon miał osobny obwód.
Zgodnie z projektem.
Zgodnie z procedurą.
Zgodnie z najlepszą praktyką ratowniczą ludzkości.
Holdfast oddalał się coraz szybciej.
W jego archiwach istniała już odpowiedź na pytanie, czym jest DRIFT-91.
W jego laboratoriach miały kiedyś powstać nowe materiały dzięki danym ludzi, którzy tam zginęli.
W jego hangarze numer 06 nigdy nie został ponownie przydzielony.
A daleko za nim, wewnątrz czarnego ciała dryfującego między gwiazdami, do chóru umarłych dołączył nowy głos.
Nie kłamał.
Nie wabił.
Robił dokładnie to, do czego go zbudowano.
Wołał o pomoc.



