← Wróć do The Long Wake
SHIP YEAR −10 — Prolog

SHIP YEAR −10 — Prolog

Opowiadanie z The Long Wake · SHIP YEAR −10

W stoczni LW-02 staje się autonomiczny, gdy LW-03 jest jeszcze układem testów, banków i niedokończonych systemów. Elias, Sera i dziecko imieniem Kai stoją przy granicy odlotu, gdzie arka międzygwiezdna przestaje być miejscem, do którego można po prostu dotrzeć.

2255 CE

LW-03 — SHIP YEAR −10

Elias Venn nie widział całego LW-02.

Nikt z jego poziomu nie widział.

Z Axial Transfer Gallery widać było tylko część piasty, fragment centralnego kręgosłupa i cień jednego z rotorów przesuwający się po oświetleniu doku. Reszta statku znikała poza konstrukcją stoczni, za kratownicami, przewodami serwisowymi i ramionami montażowymi.

To wystarczało.

Skala działała właśnie przez brak.

Człowiek patrzył na kawałek konstrukcji i wiedział, że reszta ciągnie się kilometrami.

— Bank C jeszcze raz — powiedział Elias.

Na jego tablecie pojawiła się odpowiedź:

ISOLATION TEST: PASS

CROSS-FEED: CLOSED

THERMAL BACKUP: AVAILABLE

Elias przesunął wynik do następnej pozycji.

LW-03 nie był jeszcze statkiem w sensie, w jakim LW-02 był statkiem.

Był tysiącami zamkniętych zadań.

Sekcjami kadłuba.

Instalacjami.

Bankami stazy.

Przepustami.

Listami części.

Kontenerami z numerami.

Ludźmi, którzy codziennie rano przychodzili do pracy i dodawali kolejne małe „gotowe” do rzeczy, która za dziesięć lat miała opuścić ich wszystkich.

Elias miał dwadzieścia cztery lata i pracował przy integracji systemów izolacji banków kriogenicznych.

Brzmiało ważniej, niż było.

Przez większość dnia sprawdzał, czy to, co ktoś zaprojektował, ktoś inny zbudował, a trzeci zespół podłączył, faktycznie odcina się wtedy, kiedy ma się odciąć.

Na LW-02 układ był prostszy.

Większe banki.

Większe wspólne granice.

Mniej rozdzielenia.

Block II miał nie powtarzać tego rozwiązania.

Nie dlatego, że LW-02 był zły.

Po prostu dwa wcześniejsze statki nauczyły program, że trzydzieści tysięcy śpiących ludzi nie powinno być tak łatwo objętych jednym wspólnym problemem.

Elias przeszedł do kolejnego testu.

— Bank D.

System odpowiedział:

READY

Za szkłem Axial Gallery przesunęło się ramię dokujące LW-02.

Powoli.

Tak wolno, że przez chwilę wyglądało, jakby nic się nie działo.

Dopiero kiedy linia światła między statkiem a konstrukcją doku poszerzyła się o kilka metrów, Elias zrozumiał, że właśnie patrzy na jeden z ostatnich fizycznych kontaktów między arką a stocznią.

Ktoś za nim powiedział:

— Trzy minuty do release.

Elias odwrócił się.

Sera Kade stała przy terminalu transferowym z zestawem służbowym przypiętym do uda. Włosy miała zebrane ciasno, rękawy kombinezonu podwinięte do łokci.

— Myślałem, że jesteś przy sekwencji odlotowej — powiedział Elias.

— Jestem.

— To czemu jesteś tutaj?

— Bo sekwencja odlotowa jest tutaj.

Wskazała na terminal.

— Połowa rzeczy, które nazywacie „statkiem”, jest dziś jeszcze częścią doku.

— Tylko połowa?

— Jestem optymistką.

Elias spojrzał na nią.

— To źle wróży.

— Nie dla statku.

Na ekranie nad wejściem pojawiło się:

LW-02 FINAL SUPPORT DISCONNECT

T−00:02:41

Sera sprawdziła listę.

— Twoje?

— C i D przeszły.

— Holdfast?

Elias skinął głową.

Sera spojrzała za szkło.

— Za dziesięć lat będziesz patrzył na to z drugiej strony.

— Nie śpiesz się.

— Nie ja ustalam kalendarz.

— Jeszcze.

— Nigdy.

To powiedziała bez żalu.

Jak ktoś, kto akceptuje różnicę między wpływem a kontrolą.

Elias wrócił do terminala.

— Czego chcesz?

— Potwierdzenie, że twój następny test nie blokuje galerii transferowej po release.

— Nie blokuje.

— Podpis.

Podała tablet.

Elias przyłożył identyfikator.

Sera odebrała urządzenie i odeszła.

Bez pożegnania.

Bez „do zobaczenia za dziesięć lat”.

Mieli zmianę.

LW-02 miał odlecieć.

LW-03 nadal trzeba było zbudować.

Kiedy odłączono ostatni przewód energetyczny, w galerii nikt nie klaskał.

Po prostu zgasła jedna ikona.

EXTERNAL POWER: OFF

Potem druga.

DOCK LIFE SUPPORT: DISCONNECTED

Potem:

ARK INTERNAL SYSTEMS: AUTONOMOUS

Elias czytał je po kolei.

Nie dlatego, że były dla niego nowe.

Bo wiedział, że pierwszy i ostatni raz widzi te konkretne linie w odniesieniu do tego konkretnego statku.

LW-02 miał własną energię.

Własną atmosferę.

Własne banki.

Własne zapasy.

Własne setki ludzi awake i dziesiątki tysięcy, którzy już spali.

Stocznia przestała być potrzebna.

To był moment mniej widowiskowy niż odcumowanie.

I bardziej ostateczny.

Za szkłem zaczęły się cofać kolejne ramiona serwisowe.

Jedno.

Drugie.

Trzecie.

Każde znikało z pola widzenia i zostawiało za sobą pustą przestrzeń.

Eliasowi przypomniało się, że jako dziecko wyobrażał sobie start statku międzygwiezdnego jako wybuch.

Światło.

Ryk.

Coś natychmiastowego.

Rzeczywistość była procedurą.

W próżni nic nie ryczało.

Miasto po prostu przestawało być przywiązane.

Kai czekał po drugiej stronie bariery galerii.

Elias zauważył go dopiero, kiedy skończył test Banku D.

Dziewięcioletni chłopak miał na sobie żółtą opaskę gościa i zbyt duży kombinezon stacyjny, którego rękawy były podwinięte dwa razy.

Obok niego stała opiekunka grupy rodzinnej programu.

Kai trzymał się przy szybie tak blisko, jak pozwalała linia na podłodze.

Elias podszedł.

— Nie miałeś być w sektorze obserwacyjnym?

Kai nie odwrócił wzroku od LW-02.

— Tam nic nie widać.

— Tutaj też nie widać całego.

— Właśnie.

Elias spojrzał na niego.

— Co właśnie?

Kai wskazał na piastę.

— Jak nie widać całego, to jest większy.

Elias parsknął.

— To bardzo naukowe.

Kai wzruszył ramionami.

— Ty też go nie widzisz.

— Nie.

— A będziesz leciał takim samym?

— Nie takim samym.

Kai wreszcie odwrócił głowę.

— Większym?

— Nie wiem.

— Lepszym?

Elias zawahał się.

— Innym.

— To znaczy lepszym.

— To znaczy, że ktoś próbował się czegoś nauczyć.

Kai przyjął odpowiedź bez komentarza.

Po chwili zapytał:

— Ilu tam śpi?

Elias spojrzał za szkło.

— Dużo.

— Więcej niż tu jest ludzi?

— Dużo więcej.

— To skąd wiedzą, kiedy ich obudzić?

— Statek wie.

Kai zmarszczył brwi.

— Sam?

— Nie całkiem.

— Czyli kto?

Elias chciał odpowiedzieć.

Zamiast tego na galerii odezwał się sygnał zmiany stanu.

FINAL MECHANICAL HOLD — RELEASED

Wszyscy odruchowo spojrzeli w stronę LW-02.

Kai też.

Pytanie zostało bez odpowiedzi.

Tak było lepiej.

Po uwolnieniu ostatniego mechanicznego zaczepu LW-02 nie odskoczył.

Nie było efektownego ruchu.

Przez pierwsze sekundy człowiek mógłby przysiąc, że nadal stoi.

Dopiero znaczniki na szybie pokazały zmianę.

SEPARATION: 2.4 M

4.1 M

7.8 M

Piasta oddalała się od doku.

Między nią a konstrukcją stoczni pojawiła się przestrzeń, w której jeszcze minutę wcześniej znajdowały się ramiona transferowe.

Elias znał ich numery.

Wiedział, który przewód prowadził tlen.

Który wodę.

Który dane.

Który był awaryjny.

Teraz wszystkie kończyły się tutaj.

LW-02 miał już tylko to, co zabrał.

Na ekranie pojawiła się kolejna pozycja:

DEPARTURE RECOVERY WINDOW: OPEN

Kai przeczytał.

— Mogą jeszcze wrócić?

Elias spojrzał na niego.

— Tak.

— To po co odlatują?

— Bo nie lecą po to, żeby wrócić.

Kai przyjął to z tą samą powagą, z jaką dzieci przyjmują odpowiedzi, których dorośli nie potrafią dobrze wyjaśnić.

— Ale mogą.

— Jeszcze tak.

LW-02 oddalał się przez następne godziny.

Galeria opustoszała.

Ludzie wrócili do pracy.

Jedni do testów LW-03.

Inni do demontażu infrastruktury, której LW-02 już nie potrzebował.

Jeszcze inni do zwykłych zmian.

Nie było ceremonii po ceremonii.

Była lista rzeczy do zrobienia.

Elias skończył Bank E.

Potem F.

Przerwał na posiłek.

Wrócił.

O dziewiętnastej czasu stacyjnego LW-02 nadal był widoczny.

Mniejszy.

Wyraźniej oddzielony od doku.

Nie był już częścią stoczniowego krajobrazu.

Był obiektem w przestrzeni.

O dwudziestej pierwszej Sera wróciła do galerii.

Tym razem bez tabletu.

Stanęła obok Eliasa.

— Jeszcze tu jesteś?

— Mam zmianę.

— Wszyscy mamy zmianę.

Na ekranie:

DEPARTURE RECOVERY WINDOW: 00:18:12

Sera przeczytała.

— Osiemnaście minut.

— Tak.

— Ktoś z nimi rozmawia?

— Cały czas.

— O czym?

— Nie wiem.

Sera spojrzała na niego.

— Dziwne.

— Co?

— Nadal możemy z nimi rozmawiać, a zaraz nie będziemy mogli po nich po prostu polecieć.

Elias nie odpowiedział.

To było dokładnie to, czego sam nie potrafił nazwać.

Nie cisza.

Nie odcięcie.

Nie śmierć.

Coś gorszego w swojej zwyczajności.

Kontakt pozostawał.

Reachability znikała.

Na ekranie licznik spadł poniżej pięciu minut.

Nikt nie podniósł głosu.

Nikt nie rozpoczął odliczania.

Nie było takiej potrzeby.

W chwili, w której licznik doszedł do zera, status zmienił się.

DEPARTURE RECOVERY WINDOW: CLOSED

NOMINAL RETURN: NOT PLANNED

To wszystko.

LW-02 nadal odpowiadał.

Telemetry nadal płynęła.

Ludzie na pokładzie nadal byli żywi.

Stocznia nadal mogła do nich mówić.

Tylko że od tej chwili „wrócić” nie było już zwykłym czasownikiem operacyjnym.

Elias patrzył na napis.

Sera powiedziała:

— I tyle.

— Tak.

— Myślałam, że będzie inaczej.

— Jak?

— Głośniej.

Elias spojrzał przez szkło.

LW-02 był punktem, którego nie dało się już pomylić ze stocznią.

— W próżni wszystko jest cichsze.

Sera uśmiechnęła się.

— To było prawie poetyckie.

— Nie powtarzaj.

— Nigdy.

Odwróciła się.

— Jutro masz test banków G i H.

— Wiem.

— Block II.

— Wiem.

— Rozproszone.

— Wiem.

— Lepsze.

Elias spojrzał na nią.

— Inne.

Sera parsknęła.

— Za dziesięć lat sprawdzimy.

Odeszła.

Tym razem Elias nic nie powiedział.

Za szkłem LW-02 oddalał się dalej.

A wokół niego pustka była już większa niż wszystko, co stocznia mogła do niego dołączyć.

Przez następne tygodnie LW-02 przestał być czymś, co można zobaczyć bez pomocy systemu.

Potem przestał być czymś, co można było pokazać palcem.

Pozostał telemetrią.

Wiadomościami.

Statusami.

Pakietami danych.

Ludźmi, którzy nadal istnieli, choć nie byli już miejscem, do którego można było pojechać po zmianie.

Elias wrócił do Banku G.

Potem H.

Potem następnych.

LW-03 rósł.

Sekcje zamykano.

Otwarte kratownice dostawały poszycie.

Przewody znikały za osłonami.

Pierwsze banki stazy przechodziły pełne testy izolacji.

Każdego dnia statek był trochę mniej placem budowy.

Trochę bardziej czymś, co kiedyś miało odejść.

Dziesięć lat wydawało się wtedy bardzo długim czasem.

2265 CE

LW-03 — SHIP YEAR 0

Bariera otworzyła się po zielonym potwierdzeniu.

Elias przyłożył identyfikator.

DEPARTURE AUTHORIZATION: ACCEPTED

Przez sekundę nie ruszył się.

Po drugiej stronie szkła stało kilkadziesiąt osób.

Nie tłum.

Nie ceremonia.

Ludzie z programu.

Technicy.

Rodziny.

Ci, którzy mieli zostać.

Jedni patrzyli na Holdfasta.

Inni patrzyli na tych, którzy przechodzili.

Sera była już po stronie odlotu.

Czekała przy kolejnym punkcie kontroli.

— Venn.

Elias spojrzał na nią.

— Co?

— Albo wchodzisz, albo blokujesz przejście.

Elias przeszedł.

Bariera zamknęła się za nim.

Spojrzał jeszcze raz przez szkło.

Po tamtej stronie ktoś podniósł rękę.

Nie wiedział kto.

Nie odpowiedział.

Dziesięć lat wcześniej szkło było po drugiej stronie.

Ciąg dalszy

▶ Zagraj w tym świecie
Oceń to opowiadanie
Udostępnij

Masz własną historię?

Napisz oryginalne opowiadanie osadzone w świecie AnyVerse. Najlepsze zgłoszenia publikujemy na stronie — a te najwyżej oceniane mogą stać się grywalnymi scenariuszami.